Duke Nukem Forever to legenda gier. Przynajmniej tych, w których jedynym celem jest całkowita eksterminacja przeciwnika. Jednak jest w nim coś, co sprawia, że nie da się go po prostu zakwalifikować jako „bezmózga strzelanina” (choć, oczywiście, powiedzenie tego o nim byłoby prawdziwe).
Już bowiem w pierwszych częściach serii stworzonej przez Gerabox Software mamy do czynienia nie tylko z hordą obcych do wystrzelania, ale i samym Dukem, który, hmm…, na swój sposób urzeka. Rzecz jasna, nie intelektem i głęboka osobowością, ale swoistą charyzmą opartą na dość topornym poczuciu humoru, manifestującemu się w krótkich a rzeczowych odzywkach.
No i oczywiście były jeszcze dziewczyny. Jak marzenie, zazwyczaj w skąpej bieliźnie, albo i bez. Tygrysy lubią to najbardziej.
Nie dziwi Was zatem, że z niecierpliwością czekam na premierę Duke Nukem Forever. Spodziewam się bowiem, że seria zachowa swój charakter, Duke nadal będzie twardzielem jakich mało, a obcy paskudni jak to… obcy.
Nie wiem zatem jak Wy, ale ja koniec czerwca rezerwuje na siedzenie przed kompem i eksterminacje potworów z kosmosu w ilościach hurtowych. Duke Nukem Forever przybywaj…
Tagi: Gerabox Software, strzelanina